Reykjavik

Reykjavik to najbardziej wysunięta na północ stolica Europy. Mogę się też założyć, że jest jedną z najmniejszych. Liczy sobie ok. 120 tysięcy mieszkańców. Co ciekawe, w samym okręgu stołecznym mieszka ok. 2/3 całej ludności Islandii. Reykjavik powstał w 871 roku. Swoją nazwę zawdzięcza gorącym źródłom pokrywającym okolice, sprawiającym wrażenie dymiącej ziemi – “Reykjavik” to po prostu “dymiąca zatoka”.

Podczas mojego pobytu na Islandii, zdarzyło mi się być w Reykjaviku kilka razy. Zwiedzałam go na zasadzie “zgub się i zobacz co znajdziesz”. Nie jest to duże miasto, więc spokojnie można je złazić w ciągu jednego dnia. Ja zdecydowałam się nie odwiedzać żadnego muzeum, chociaż można znaleźć ich kilka: sztuki, historii wikingów albo… penisów. Dla każdego coś innego. Wybrałam jednak szwendanie się po kolorowych uliczkach, pełnych małych, uroczych domków, typowych dla krajów północnych.

Bardzo podobało mi się to,w jaki sposób stare, tradycyjne domki, łączą się z nowoczesną architekturą.

W Reykjaviku można też spotkać sporo ciekawego graffiti.

Do najważniejszych obiektów należą:

Kościół Hallgrímskirkja, który został zaprojektowany na wzór charakterystycznych dla Islandii skał w kształcie słupków. Z zewnątrz wygląda ciekawie, natomiast środek nie robi wrażenia.

Laugavegur, czyli najbardziej atrakcyjna ulica Reykjaviku, która później przechodzi w deptak. Pełna jest kolorowych zabudowań, uroczych knajpek i sklepów z pamiątkami. Warto też przespacerować się po odchodzących od niej mniejszych uliczkach.

Przykuwającym oko budynkiem jest całkiem niedawno zbudowana Harpa – opera położona nad oceanem.

Obok znajduje się port i nowoczesna dzielnica Reykjaviku.

Warto też zobaczyć ratusz usytuowany na jeziorze Tjornin.

 

W Reykjaviku można też znaleźć wiele ciekawych rzeźb i pomników.

Reykjavik wywarł na mnie pozytywne wrażenie, aczkolwiek nie mogę się oprzeć myśli, że jest to miasto, które żyje głównie turystyką. Wszystkie nazwy lokali są napisane po angielsku, co drugi budynek w centrum to sklep z pamiątkami, a dookoła wszędzie pełno reklam biur podróży i wycieczek. Atmosfera miasta jest jednak bardzo przyjemna i można znaleźć tam wiele klimatycznych knajpek i barów.

Oglądanie wilorybów

Bardzo popularną atrakcją na Islandii jest oglądanie wielorybów pływających po zatoce Reykjaviku. Istnieje mnóstwo biur podróży organizujących rejsy, podczas których tropi się gigantyczne zwierzęta. Ja miałam możliwość skorzystania z takiej wycieczki w ramach bonusu z pracy. Rejs trwał trzy godziny i w tym czasie udało nam się zobaczyć bardzo dużo osobników gatunku Minke whale. Jest to jeden z mniejszych wielorybów, jednak i tak zrobił na mnie duże wrażenie. Są to ogromne zwierzęta a jednocześnie tak spokojne i pełne gracji.

Rejsy są organizowane z dużą ostrożnością, a obecność statku z turystami nie zagraża wielorybom. Wiele firm organizujących takie wycieczki jest też zaangażowanych w ochronę tych pięknych zwierząt. Są one zagrożone wyginięciem, a część z nich znajduje się pod ścisłą ochroną. Niestety Islandia to jeden z trzech krajów na świecie (obok Norwegii i Japonii), gdzie polowanie na wieloryby jest legalne. Islandzcy myśliwi zabijają wieloryby, często również te chronione, aby sprzedawać ich mięso. Restauracje zarabiają na turystach, którzy chcą spróbować “tradycyjnej” potrawy na Islandii. Wielu Islandczyków odeszło już od tego przysmaku i jest przeciwna zabijaniu  wielorybów. Obecnie odbywa się tam wiele protestów przeciwko takiej działalności. Dlatego warto się zastanowić, czy będąc na Islandii warto próbować mięsa z wieloryba i wspierać przemysł narażający je na wyginiecie. Lepiej wybrać się na właśnie taką wycieczkę i poobserwować je w ich środowisku naturalnym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *