Miasto tysiąca.

Na Madagaskarze wszystkie nazwy miast mają jakieś znaczenie. Antananarywa (w skrócie Tana) to “Miasto tysiąca”. Była siedzibą największego plemienia na Madagaskarze – ludu Merina. Z czasem stała się największym miastem w całym kraju i jego stolicą. Obecnie liczy prawie 2 miliony mieszkańców. Leży w centralnej części wyspy nad rzeką Ikopa, na całkiem wysokim poziomie – 1400 m n.p.m. Dzięki temu nie jest tu aż tak gorąco, jak w innych częściach kraju.

Byłam tam kilkakrotnie. Parę razy na różnych targach z rękodziełami, które znajdują się poza ścisłym centrum; przez tydzień, kiedy przyjechałam pracować w domu dziecka Akany Avoko Faravohitra i wiele razy po prostu przejazdem, bo na Madagaskarze wszystkie główne drogi przechodzą przez Tanę. Jest to też powód, dla którego miasto jest zawsze zakorkowane. Drogi nie są specjalnie szerokie i rozbudowane, a samochodów jest mnóstwo. Nie ma sygnalizacji świetlnej, na największych skrzyżowaniach stoi policja i kieruje ruchem. Nie jest to najprzyjemniejsza rzecz na świecie – stać kilka godzin w korku, wśród śmierdzących spalin i upału tylko po to, aby przejechać kilkanaście kilometrów, dlatego podróżowanie po Tanie może być naprawdę męczące.

Jest to miasto ogromnych kontrastów.

Mieszka tu dużo zamożnych ludzi, którzy idąc ulicą wyglądają zupełnie normalnie. Na każdym rogu można jednak zaobserwować ogromną biedę. W samym centrum miasta widziałam bezdomne, śpiące w workach dzieci i ludzi grzebiących w śmieciach. Bardzo dużo z nich żebrze – podchodzą i proszą o pieniądze na każdym możliwym kroku. Są też całe gangi dzieci ulicy, które potrafią otoczyć człowieka, odwrócić jego uwagę, a w tym samym czasie wyciągnąć wszystko z jego torebki.

Pod tym  względem Tana nie jest za ciekawa. Wszyscy mnie przed tym bardzo przestrzegali, mimo to mieszkając tam przez tydzień, nie spotkało mnie nic złego. Oczywiście, lepiej nie pokazywać na ulicy swoich cennych rzeczy, a najbezpieczniej zostawić je w domu – to jest najskuteczniejsza ochrona przed kradzieżami. Mimo to, ja korzystałam ze swojego aparatu. Po prostu trzeba być bardzo ostrożnym, trzymać wszystko w zasięgu ręki i być świadomym tego, co się dzieje dookoła.

Dzielnice w Tanie również różnią się między sobą. Niektóre są bardzo spokojne, czyste i niemal europejskie, a inne brudne i śmierdzące. Na obrzeżach Tany ludzie żyją w naprawdę strasznych warunkach. Z racji tego, że miasto otaczają pola ryżowe, dużo ludzi mieszka w ich okolicach. W czasie pory deszczowej często są zalewane, a wtedy na ich miejscu powstają ogromne jeziora. Domy umieszczone pośrodku pól zostają całkowicie odcięte od świata, mimo to ludzie ciągle w nich mieszkają. Powstają wysepki z osiedlami, do których można się dostać tylko brodząc w wodzie. Są też ludzie którzy mieszkają na wysypiskach śmieci albo budują sobie prowizoryczne szałasy.

W centrum miasta z kolei, niektóre zabudowania są zbliżone do europejskich. Może nie są wyjątkowo piękne i czarujące, ale część jest naprawdę schludna i estetyczna. Pojawiają się też ozdobne kościoły i katedry, które są ewidentnym wpływem kolonii francuskiej.

Idąc ulicą mija się mnóstwo straganów, na których można dostać wszystko. Ubrania, buty, torebki, jedzenie, przedmioty użytkowe… Ludzie siadają na chodnikach, rozkładają przed sobą swój towar i spędzają tak cały dzień. Zabierają ze sobą dzieci i gotują na ulicy. Nie brakuje też ludzi, którzy chodzą w tę i z powrotem, trzymając w garści okulary przeciwsłoneczne, biżuterię i inne drobiazgi. Podstawiają je człowiekowi pod nos i idą za nim przez kilka minut. Nie szkodzi, że nie jest nimi zainteresowany, może chociaż zirytuje się na tyle, żeby kupić coś dla świętego spokoju… To samo dzieje się podczas korków. Ludzie idą wzdłuż samochodów, podchodzą do okien i próbują sprzedać ręczniki, cytryny, ciastka – wszystko! Za to już na ulicy obok, mieści się ekskluzywna restauracja, sklep z najnowszymi telefonami i drogi fryzjer. Bardzo ciekawe i dziwne za razem jest widzieć, jak biedni ludzie mieszają się z tymi bogatymi. Jak jednych nie dziwią drudzy i odwrotnie.

Najciekawsze miejsca.

Gdy przyjechałam do Tany na tydzień, pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy, były latarnie. W Ambohidratrimo nie ma oświetlenia w nocy, więc gdy wieczorem szłam ulicą w Tanie, nie mogłam się nadziwić. Prawda jest też taka, że już się odzwyczaiłam od takich udogodnień ;). Za to bardzo podobał mi się widok na oświetlone miasto. Dzięki temu, że jest położone na kilku wzgórzach, z wielu miejsc można podziwiać widoki na stolicę. Jednym z takich punktów jest Quinn’s Palace. Jest to chyba najładniejsza budowla w całej Tanie. Była to kiedyś siedziba władz ludu Merina. Pałac spłonął ok. 20 lat temu, jednak został odbudowany.

Ze wzgórza, na którym się znajduje, roztacza się piękny widok. Najbardziej charakterystycznym punktem widocznym z góry jest jezioro Anosy. Na jego środku znajduje się pomnik upamiętniający ludzi poległych w I wojnie światowej. Można się domyślić, że ma on więcej wspólnego z Francją, niż z Madagaskarem.

Samo miasto jest ogromne, wydaje się nigdy nie kończyć, ale nie posiada prawie żadnych wysokich budynków, większość z nich to po prostu domy mieszkalne. Ciągną się one w podobny sposób też poza granicami Tany. Po wyjeździe ze stolicy przez kilka dalszych miejscowości roztacza się bardzo podobny widok. W zasadzie nie widać, kiedy wyjeżdża się z jednej, a wjeżdża do drugiej. Dopiero, gdy kończą się zabudowania, krajobraz zmienia się w prawdziwe madagaskarskie odludzie.

Największą i najbardziej reprezentacyjną ulicą jest Independence Street. Jest to aleja ciągnąca się przez samo centrum Tany. Zaczyna się przy starym dworcu kolejowym, a kończy na pomniku z mapą Madagaskaru na szczycie. Po drodze można też podziwiać budynek urzędu miasta. Przez środek ulicy przebiega mini park. Rosną tam bardzo interesujące palmy, a pomiędzy nimi jest nawet zrobiona ścieżka z ławkami. Jedyny problem jest taki, że teren ten jest ogrodzony i dokładnie zamknięty na kłódkę. Dlaczego? Prawdopodobnie, ludzie nie potrafiliby się cieszyć tak miłym miejscem, tylko wszystko by rozkradli. Może z rok temu, na wylocie z Tany została wybudowana nowa droga. Postawiono przy niej latarnie działające na baterie słoneczne. Ludzie zaczęli się po nich wspinać i zabierać panele… W końcu wszystko można sprzedać… Malgasze niestety nie szanują czegoś takiego, jak własność wspólna.

Crafts markets

Zdarzyło mi się też być w Tanie na obchodach Dnia Kobiet. Były one zorganizowane na stadionie, gdzie została rozstawiona scena. Na uroczystość przyjechali ludzie z całego Madagaskaru. Każde plemię miało swój stragan, gdzie można było kupić lokalne rękodzieła i przetwory. Przywieźli mnóstwo ozdób, kolorowych rzeczy z rafii, drewnianych rzeźb, biżuterii z muszelek, tradycyjnych stroi, haftowanych ubrań, ale także kokosy i różne specjały zamknięte w słoikach, takie jak miód z eukaliptusa. Wszystkie kobiety były ubrane w charakterystyczne dla swojego regionu kreacje i uczesane w skomplikowane fryzury. Na scenie miały miejsce tańce i śpiewy, ale także różne przemówienia, ponieważ na imprezie zjawiło się kilka ważnych osobistości. Był też wydzielony cały obszar ze stoiskami edukujacymi na temat higieny, antykoncepcji i chorób wenerycznych. Powoli, powoli, edukacja w tym temacie dociera na Madagaskar. Atmosfera podczas wydarzenia była bardzo przyjemna, ciągle grała muzyka, a ludzie siedzieli na trawnikach i jedli malgaskie przekąski.

A tu kilka zdjęć z innych marketów, na których można kupić naprawdę ciekawe pamiątki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *