Spędziłam w tym miejscu osiem dni. I były to jedne z najcenniejszych dni w moim życiu. Czułam się tam, jak Martyna Wojciechowska, która jeździ po świecie i znajduje miejsca właśnie takie jak te. O Akany Avoko Faravohitra i historiach dziewczyn, które tam mieszkają możnaby zrobić cały film dokumentalny.

Co to za miejsce i dlaczego tam pojechałam?

Na co dzień, w ramach wolontariatu z Fundacją Ankizy Gasy, pracuję w szkołach na terenie miejscowości Ambohidratrimo. Jednak, jak to na Madagaskarze, okazało się, że szkoły nie pracują od 19 marca do 8 kwietnia. Najpierw dzieci mają egzaminy, później aż dwutygodniową przerwę świąteczną. Aby nie siedzieć przez ten czas bezczynnie, postanowiłam pojechać do domu dziecka w Antananarywie. W zasadzie jest to taki poprawczak, ośrodek dla dziewcząt z problemami. Niektóre złamały prawo, inne pochodzą z patologicznych rodzin, są sierotami lub zostały o coś niesłusznie oskarżone. Większość z nich oczekuje na wyrok sądowy, a Akany Avoko Faravohitra to ich tymczasowe miejsce pobytu. Zostają w nim umieszczone decyzją sądu i mogą pozostać tu maksymalnie przez rok. Po tym czasie istnieje możliwość przedłużenia ich pobytu. Obecnie w ośrodku przebywa 41 dziewczyn. Teorytycznie jest to miejsce dla osób do 18 roku życia, jednak jest kilka starszych dziewcząt, które nadal tu mieszkają, gdyż po opuszczeniu ośrodka wylądowałyby na ulicy. Akany Avoko stara się pomóc takim dziewczynom i zapewnić im dobry start – szuka miejsc do zamieszkania i przyucza je do zawodów, aby mogły na siebie zarabiać po opuszczeniu ośrodka. Większość z nich jest jednak w wieku 15 – 18 lat. Mniej więcej połowa chodzi do szkoły, reszta jednak nie ma takiej możliwości, gdyż jako dzieci nie rozpoczęły edukacji i teraz jest dla nich za późno. Mimo to wszystkie są mądrymi i cudownymi osobami, które kompletnie mnie sobą oczarowały. Miałam okazję je poznać, zaprzyjaźnić się, zobaczyć w jaki sposób żyją i spędzać z nimi czas od rana do wieczora.

Kilka historii…

Powody, dla których te dziewczyny zostały umieszczone w Akany Avoko łamią serce. Większość z nich pochodzi z patologicznych rodzin i jest ofiarami przemocy domowej lub gwałtów. Część po prostu uciekła z domu, aby ratować swoje życie, jednak po znalezieniu przez policję zostały postawione przed sądem i umieszczone tutaj. Wiele z nich ma na ciele blizny po przemocy domowej. Prawo na Madagaskarze pozostawia wiele do życzenia, a kobiety są traktowane gorzej, niż mężczyźni. Dlatego jest tak wiele niesprawiedliwych wyroków sądowych. Za zwykłą ucieczkę z domu, 15 – letnia dziewczyna może trafić do więzienia z dorosłymi mężczyznami. Poza tym, jeśli ma się wystarczającą ilość pieniędzy, można bardzo łatwo przeciągnąć sędziego na swoją stronę.

Tina

Jest to 17 – letnia dziewczyna, która już pierwszego dnia bardzo się do mnie zbliżyła. Była jedną z lepiej mówiących po angielsku dziewczyn, bardzo mądra i przemiła osoba. Trafiła do centrum przez swojego ojca. Tina miała chłopaka, który nie spodobał się jej tacie. Pewnego dnia podszedł do niej i powiedział: “Chcesz zobaczyć, jak to jest mieć chłopaka? Ja ci pokażę.” – i ją zgwałcił. Potem zaprowadził ją na policję i zgłosił, że zrobił to jej chłopak, a że Tina jest nieletnia, to obydwoje mieli kłopoty. On trafił do więzienia, a ona do Akany Avoko.

Saholy, Kiady, Francois

Saholy to mama dwóch chłopców. Nie zna swoich rodziców i całe życie mieszkała na ulicy, zarabiając na życie jako prostytutka. Obecnie ma dwadzieścia lat, jej syn Francois sześć, a Kiady prawie dwa. Łatwo można sobie obliczyć, kiedy dziewczyna zaszła w ciążę po raz pierwszy. Chłopcy mają różnych ojców, ale żaden z nich nie zna swojego. Zostali przygarnięci do ośrodka, dzięki czemu mają dach nad głową, a Francois może chodzić do szkoły. Kiady to najsłodsze dziecko na świecie i ulubieniec wszystkich dziewczyn w ośrodku. Każdy go tu przytula, nosi na rękach i się z nim bawi, ale Kiady i tak zawsze chce do mamy. Saholy jest cudowna matką, bardzo ją podziwiam. Znajduje w sobie mnóstwo siły i miłości do swoich chłopców, pomimo bardzo trudnej sytuacji, w jakiej się znajdują. Jest też bardzo zdolna i robi niesamowite rękodzieła z rafii.

Sandratra

Jedna z najpiękniejszych dziewczyn, jakie w życiu widziałam. Do tego bardzo inteligentna i czarująca swoją pokorą. W jej oczach zawsze widziałam jakąś zagadkową dobroć i delikatność. A mimo to zabiła człowieka. Kiedy jej ojczym po raz kolejny chciał jej zrobić krzywdę (nie wiem, czy uderzyć, zgwałcić, czy zrobić jeszcze coś innego) dziewczyna próbowała się obronić. Akurat trzymała w ręku nóż, który podczas szamotaniny wbił się w gardło mężczyzny. Był to wypadek, który skończył się tragicznie. I teraz dziewczyna musi ponieść za to konsekwencje. Nie wiem, jaki będzie jej los, aczkolwiek wierzę, że nie zasługuje na karę.

Iangolaina

19 – letnia dziewczyna, studentka prawa, która płynnie mówi po angielsku i francusku. Zawsze była zdolna i chciała się uczyć, jednak przez większość życia nie miała takiej możliwości. Od dziecka zajmowała się nią starsza siostra i jej mąż. Ich relacja nie miała jednak nic wspólnego ze zdrową, siostrzaną więzią. Trzymali ją w domu jako swoją służącą – dziewczyna musiała dla nich sprzątać i gotować. Na szczęście ktoś doniósł opiece społecznej o warunkach w jakich żyje dziewczyna, dlatego została umieszczona w ośrodku. Niestety, dalsza edukacja dziewczyny stoi pod znakiem zapytania, bo ciężko jej pokryć koszty studiów.

Luciana, Kasiana, Faratiana

Trzy najmłodsze dziewczynki w całym domu dziecka. Lucianna i Kasiana to siostry, których matka jest alkoholiczką i nie jest w stanie zająć się własnymi dziećmi. Lucianna, starsza, chodzi do szkoły, a Kasiana ma ciężko chore serduszko i dostała polecenie od lekarza, aby dużo odpoczywać i nie narażać się na stres. Dziewczynka ma mieć operację 2 kwietnia, jednak jest spore ryzyko, że jej nie przeżyje. Nie wiem ile ma lat, ale jest bardzo drobna i krucha.
Faratiana z kolei jest sierotą. Mieszka w Akany Avoko i dzięki temu ma zapewnioną edukację. Nosi śmieszne różowe okulary, ma bujne murzyńskie włosy i piękny uśmiech. Często przychodzi do mnie po prostu się poprzytulać.

Bezpieczny dom.

Akany Avoko Faravohitra jest położony w bardzo spokojnej dzielnicy w Antananarywie. Nie sądziłam, że jest tu takie miejsce. Tana kojarzy się głównie z tłumem, biedą, hałasem i brudem. Jednak na jednej z bocznych uliczek, na wzgórzu stoi właśnie dom dziecka. Po przekroczeniu bramy, ma się wrażenie, że opuszcza się Tanę i wchodzi w jakiś zamknięty, spokojny świat. Nie słychać tu miejskiego zgiełku, można siedzieć na trawie, po której biegają psy i podziwiać widok na miasto.

Budynek jest dwupiętrowy. Na parterze znajduje się biuro dla pracowników, stołówka, kuchnia i łazienki. Na kolejnych piętrach są sypialnie. Każda dziewczyna ma swoje łóżko i trochę przestrzeni na rzeczy osobiste.

Powiedziałabym, że jak na malgaskie standardy, dom jest na prawdę w porządku, aczkolwiek dla większości ludzi warunki te nadal byłyby niewygodne. W kuchni gotuje się w wielkich garach na ogniu, a łazienki to po prostu pomieszczenia z kranami z zimną wodą.

Dla pracowników i wolontariuszy jest oddzielna łazienka – bardzo malutka, siedząc na toalecie ma się nogi w prysznicu i umywalkę przed nosem. Toalety dla dziewcząt są na zewnątrz, za domem. Z tamtej strony znajduje się też miejsce prania. Na zewnątrz są krany i betonowe misy, w których dziewczyny piorą swoje ubrania. Na sznurkach zawsze wisi mnóstwo kolorowych materiałów.

Jest też tak zwana biblioteka. Mały budynek obok domu, który został wyremontowany w ramach innego projektu wolontariackiego. Jest to naprawdę super przestrzeń, w której dziewczyny mogą się uczyć i spędzać czas. Mają tam fotele, poduchy, stoły i półki z książkami.

Plan dnia

Dziewczyny w Akany Avoko mają bardzo specyficzny program w ciągu dnia. Wstają już o czwartej rano, aby o piątej zjeść śniadanie. Jako że mój pokój znajdował się na samej górze i był małą wydzieloną przestrzenią w pokoju dziewczyn, budziłam się razem z nimi. Włącznik do świateł na całym piętrze znajdował się za moimi drzwiami, dlatego codziennie rano nastawiałam budzik na 4, tylko po to, żeby je zaświecić dla dziewczyn. Nie miałam na tyle silnej woli, aby wstać z łóżka i dołączyć do nich na śniadanie, mimo to nie byłam w stanie się wyspać. Po śniadaniu dziewczyny wykonują swoje obowiązki domowe i są przy tym bardzo głośne – sprzątają pokoje, ścielą łóżka i zamiatają podłogi. Te, które chodzą do szkoły, zaczynają lekcje o 7, cała reszta ma zajęcia w domu dziecka od 8.

Codziennie są z nimi dwie opiekunki. Kobiety, które pracują w domu dziecka, zmieniają się każdego dnia, ponieważ ich praca obejmuje również spędzanie nocy z dziećmi. Od rana prowadzą z dziewczynami zajęcia z haftowania, szycia i tworzenia rękodzieł z kolorowej rafii. Osoby, które nie chodzą do szkoły zostały podzielone na 6 grup, które po kolei mają zajęcia z wolontariuszkami. Oprócz mnie były tam Karoline z Francji i Kristine z Estonii. Pierwsza uczyła dziewczyny francuskiego, a druga angielskiego. Ich praca w Akany Avoko Faravohitra była znacznie dłuższa od mojej. Ja przyjechałam tylko na tydzień, one były tam już ponad miesiąc, dlatego miały swój system zajęć. Ja spędzałam czas z dziewczynami, głównie siedząc z nimi na dworze, rozmawiając, bawiąc się i dołączając do ich codziennych zajęć. Podczas, gdy większość z nich miała warsztaty rękodzieła, wolontariuszki zabierały poszczególne grupy na swoje lekcje. Ja poprowadziłam takich zajęć tylko kilka i była to kombinacja języka angielskiego z tańcem współczesnym. Dziewczyny były zachwycone, uwielbiają tańczyć, więc była to dla nich świetna atrakcja. Zorganizowałam im też zajęcia plastyczne, grałam z nimi w gry i układałam puzzle. Dla nich każde z takich zajęć było czymś ciekawym i odmiennym od codziennych obowiązków.

O godzinie 10 nadchodzi czas na krótką przerwę i przekąskę, a o 12 na lunch. Wtedy pozostałe dziewczyny wracają ze szkoły i mają wolne do 14, kiedy zaczynają kolejne lekcje. Po południu zajęcia z rękodzieła i języków w domu dziecka są kontynuowane aż do 17. Kolacja jest między 18, a 19. Zarówno przed, jak i po posiłku odmawiana jest modlitwa. Najdłuższa po kolacji, na zakończenie dnia. Bardzo lubiłam obserwować, jak dziewczyny wspólnie śpiewają malgaskie pieśni religijne, było w tym coś bardzo wciągającego. Ośrodek jest bardzo chrześcijański, dlatego dziewczyny codziennie czytają Biblię i ją analizują. Modlą się też w trakcie dnia, na początku i na końcu zajęć. Opiekunki pracujące w domu dziecka są bardzo surowe, jeśli chodzi o religijność, dlatego bardzo zabawne było obserwować, jak niektóre dziewczyny starają się ukryć uśmiechy i sprawiać wrażenie naprawdę skupionych podczas modlitwy.

Obowiązki w Akany Avoko są dzielone między dziewczynami. Mają swoje dyżury – kto, kiedy sprząta, myje łazienkę lub gotuje. Same dbają o wszystko w domu i przygotowują posiłki. Oczywiście jedzą ryż trzy razy dziennie. Czasem razem z małym kawałkiem mięsa, czasem z warzywami, czasem z fasolą albo liśćmi manioku, które po ugotowaniu smakują trochę jak szpinak. Ciepły napój do posiłku to woda pozostała z gotowania ryżu. Przyrządzają go bez soli, dlatego napój ma tylko delikatny, ryżowy posmak. Na początku nie byłam do niego zbyt przekonana, aczkolwiek po kilku dniach zaczął mi smakować. Z kolei, ich słodką przekąską jest kleik kukurydziany. Rozdrabniają kukurydzę na drobny pył, a potem gotują ją z cukrem, co w smaku przypomina płatki cornflakes, a w konsystencji budyń.

Kiedy wszystkie obowiązki są już wykonane, dziewczyny szykują się do snu. O 21 jest gaszone światło we wszystkich pokojach. Na moim piętrze przez całą noc stoi wiadro z wodą, jakby któraś z dziewczyn potrzebowała do toalety. Są one pozbawione wstydu, bo mieszkają ze sobą od długiego czasu. Przebierają się przy sobie, a w nocy nie krępują się sikać na środku pokoju do wiadra.

Kto, komu więcej dał?

Będąc tam zastanawiałam się, czy to ja pomagam im, czy one mi. Wydawało mi się, że w zasadzie nie robię dla nich tak wiele, ale im wystarczała moja obecność. Obecność kogoś, kto traktuje je z szacunkiem i miłością, a nie jak bezwartościowy przedmiot. Pokochałam je wszystkie. Może nasze relacje nie były zbyt głębokie ze względu na barierę językową, ale porozumiewałyśmy się w inny sposób. Poprzez uśmiech, dotyk i proste słowa, które znaczyły więcej niż może się wydawać.

Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, ucząc się nawzajem języków i śmiejąc bez powodu. Potrafiłyśmy spędzać godziny wskazując na różne przedmioty i powtarzając ich nazwy. Ja uczyłam je angielskiego, one mnie malgaskiego. Zapisywałam w ich zeszytach teksty angielskich piosenek, a one bawiły się moimi włosami i czesały je kilka razy dziennie. Malowałam im na twarzach maski, kwiatki i inne wzory, a one pokazały mi, jak haftować i grać na bębenku. Dzięki mnie poznały balet i taniec współczesny, a w zamian uczyły mnie malgaskich ruchów.

Otrzymałam od nich tyle miłości, że wydaje się to niemożliwe. Przytulały się do mnie, zawsze chętnie rozmawiały, a wieczorem żegnały po dziesięć razy. Gdy wyjeżdżałam płakały, a ja razem z nimi. Już dzień przed moim wyjazdem słyszałam tylko “Maria, tomorrow…” I te ich smutne miny. Tsoa bardzo chciała dostać ode mnie pamiątkę, dlatego dałam jej bransoletkę. Była przeszczęśliwa. Ta kochana dwunastolatka była jedną z tych, do których przywiązałam się najbardziej. Była pierwszą osobą, do której zagadałam po przyjeździe i od tej pory nie chciała mnie opuścić.

Ale wszystkie były niesamowite. Saholy, która chwytała mnie mocno za rękę, siedząc ze swoim synkiem na kolanach i spoglądała mi głęboko w oczy, jakby samym spojrzeniem chciała mi coś przekazać. Szalona Marcelline, zawsze była roześmiana i chętna do eksperymentów na moich włosach. Larissa, która rozmawiała ze mną cały wieczór na schodkach na tyłach domu. Tina, Juliette i Tamby prosiły, żebym siadała z nimi na łóżku i śpiewała z nimi piosenki. Kasiana, która jest najmłodsza i długo nie mogła się do mnie przekonać, ale na koniec mojego pobytu przybiegała już z wyciągniętymi rączkami i wspinała się na moje kolana. Oczywiście, nie zawsze wszystkie tryskały pełnią szczęścia. Czasem były pochmurne, czasem się złościły i obrażały na siebie na wzajem, a czasem płakały. Mimo wszystko, były to niesamowicie silne, młode kobiety, które zapamiętam na zawsze.

Pokazały mi, że niewiele trzeba, aby nawiązać z kimś relacje i poczuć tak głęboką więź. Że mimo tych wszystkich krzywd, które spotykają człowieka, można odnaleźć radość życia naprawdę we wszystkim. Że najpiękniejszym się jest w swojej najbardziej naturalnej i prostej formie.

Dziękuję. To było jedno z najpiękniejszych doświadczeń w moim życiu. Tęsknię za Wami.

3 Replies to “Akany Avoko Faravohitra – dom dziecka w Antananarywie”

  1. Wracam na Twojego bloga co kilka/kilkanaście tygodni i nadrabiam wszystkie wpisy. Ten wpis był chyba najpiękniejszy z dotychczasowych. Cieszę się, że dzisiejszy piątek w pracy będę mógł spędzić czytając wszystko, co ominęło mnie przez ostatnie miesiące i marząc, że kiedyś też przeżyje coś, co ma jakieś znaczenie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *