Wyjątkowy dzień!

W czwartek, 22 lutego, w jednej z naszych szkół odbył się karnawał. Jest to szkolna tradycja, ale w zasadzie nie wiemy dlaczego, bo tutaj przepływ informacji jest jak z innego wymiaru.

Już poprzedniego dnia, cały wieczór spędziliśmy przy najlepszym na świecie, malgaskim rumie i papierowych talerzykach. Wycinaliśmy z nich maski dla dzieci i dawaliśmy się ponieść wyobraźni malując je. Karnawał miał polegać na pomalowaniu dzieciakom twarzy, ozdobieniu ich maskami, czapeczkami i balonami, a następnie udaniu się na paradę po Ambohitratimo.

Zaczynamy!

W szkole stawiliśmy się jeszcze przed ósmą. Gdy tylko wyciągnęliśmy kredki do twarzy i balony, rozpoczęło się szaleństwo. Dzieci były bardzo podekscytowane, otaczały nas ze wszystkich stron i ustawiały się w kolejkach. Mi przypadła funkcja malowania buzi. Motylki, serduszka, kwiatki, kotki, misie i inne esy floresy. Cześć dzieci miała ze sobą swoje maski, ale część skorzystała z tych przygotowanych przez nas. Wszystkie miały na sobie swoje najlepsze ubrania. Niektóre dziewczynki były przebrane nawet w balowe sukienki i korony.

Nauczyciele również byli ubrani odświętnie i elegancko, co jest na Madagaskarze rzadkim widokiem. Wszędzie było kolorowo, błyszcząco, głośno i radośnie. Po wspólnych zdjęciach przed szkołą, udaliśmy się na paradę.

Wypadek przy pracy…

Cała szkoła razem z nauczycielami szła wzdłuż głównej ulicy, śpiewając, klaszcząc i krzycząc. Niestety nie do końca wiemy, którędy przebiegała trasa pochodu… Po drodze wstąpiliśmy na chwilę do domu i w taki sposób zgubiliśmy kilkadziesiąt dzieciaków.

Biegaliśmy po całym Ambohidratrimo i ich szukaliśmy. Miejscowi wskazywali nam różne kierunki, wiedzieli o co nam chodzi, bo w końcu czego może szukać trójka białych ludzi z aparatami, jak nie śpiewającego pochodu dzieciaków z wymalowanymi twarzami. Mimo to nie udało nam się ich znaleźć, dlatego zrezygnowani ruszyliśmy w stronę szkoły. Po drodze zupełnie przypadkiem wpadliśmy na nasze zguby –  nie szukaj, a znajdziesz. Razem udaliśmy się do szkoły. Jak już wcześniej wspomniałam, zasady bezpieczeństwa są tutaj lekko lekceważone. Nauczyciele oczywiście robili co w ich mocy, mimo wszystko widok malutkich dzieci idących po ruchliwej ulicy, co jakieś czas przyprawiał mnie o zimny dreszcz na plecach. Z tego powodu sprawowaliśmy też funkcję ochroniarzy. Do szkoły wróciłam z najsłodszym chłopcem na świecie, trzymającym mnie mocno za rękę. Na miejscu zostaliśmy zaproszeni na lunch.

To, że dzieci mogły zjeść posiłek w szkole było dużym wydarzeniem. Nie ma tutaj stołówki, dlatego na co dzień nie zdarzają się tu takie luksusy. Jedzenie zostało przygotowane przez jedną z nauczycielek, a dzieci musiały mieć swoje miseczki. Widać było, że ten dzień był niesamowitym wydarzeniem w szkole. Wszystkie dzieci były bardzo podekscytowane tym, że mogą się poprzebierać, czy pomalować sobie buzie. Jak już wcześniej wspomniałam –  tutaj ludzie ze wszystkiego cieszą się bardziej.

One Reply to “Karnawał w jednej ze szkół na Madagaskarze!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *