To była wycieczka zdecydowanie nastawiona na podziwianie zwierząt.

Madagaskar jest niesamowitym krajem pod względem flory i fauny. Występują tu liczne endemity i relikty, czyli gatunki, których nie spotkamy nigdzie indziej na świecie. Na początku odwiedziłyśmy rezerwat Reptile and Insect Reserve of Peyrieras. Miałyśmy tam okazję zobaczyć piękne kameleony, gekony, żaby pomidorowe, węże, nietoperze i inne dziwolągi. Są one raczej przyzwyczajone do obecności człowieka, dlatego można brać je na ręce i głaskać.

A na tym zdjęciu, moja mina mówi wszystko:

Rezerwat Vakona

Kolejnym punktem wycieczki był prywatny rezerwat Vakona. Tam miało miejsce moje pierwsze spotkanie z lemurami. Są to piękne zwierzęta, które w zależności od gatunku czasem bardziej przypominają misie, a czasem małpy albo nawet myszki. Niestety są one poważnie zagrożone wyginięciem. W przeszłości ludzie na nie polowali, teraz można je spotkać głównie w rezerwatach i parkach narodowych, gdzie są strzeżone, jak oczka w głowie. W Vakonie widziałyśmy pięć różnych gatunków min. lemura bambusowego i brązowego.

Mieszkają one na kilku wysepkach, dzięki czemu woda ogranicza ich terytorium i mogą być pod opieką rezerwatu. Aby dostać się na pierwszą z nich, musieliśmy pokonać wodę kajakiem. Nasz przewodnik zaczął gwizdać i już po chwili byłyśmy otoczone przez lemury. Te małe stworzonka bardzo lubią przekąski, dlatego można je łatwo zwabić bananem. Bywa, że obsługują się same i wyciągają smakołyki z plecaków turystów. Są bardzo oswojone i przyzwyczajone do ludzkiej obecności, dlatego bez oporu dawały się dotykać, a nawet wskakiwały nam na plecy.

Wydawałoby się, że taki skok będzie gwałtowny, lecz lemury są leciutkie, a do tego poruszają się z dużą gracją. Mają słodziutkie łapki, które bardzo przypominają ludzkie dłonie i są bardzo miłe w dotyku. Futerko jest puszyste, czyste i o dziwo bardzo ładnie pachnie.

Znalazłam króla Juliana!

Dalej czekała nas przejażdżka kajakiem w stronę innych wysepek.

Po drodze widziałyśmy kolejny gatunek lemur,  tzw. tańczącego. Nazwa ta wzięła się od specyficznego sposobu ich poruszania się. Wszystkie lemury są bardzo skoczne i przeskakują z drzewa, na drzewo bez żadnego problemu, ten gatunek natomiast, potrafi przemieszczać się używając tylko kończyn dolnych. Będąc na ziemi skacze na dwóch nogach, co przypomina taniec. A tutaj mama z młodym lemurkiem:


Płynąć kanałem mijaliśmy kolejne miejsca, zamieszkałe przez zwierzaki. Ogromne było nasze zaskoczenie, kiedy jeden z nich wskoczył na nasz kajak i zaczął szukać jedzenia.

Popłynął z nami chwilę i zaraz nas opuścił. A my dotarliśmy do sławnych lemurów katta, czyli… Króla Juliana.

Następnym przystankiem były krokodyle!

W środku lasu deszczowego położony jest rezerwat, w którym żyją krokodyle.

Pracownicy parku karmią je raz w tygodniu mięsem zebu, czyli charakterystycznej dla Madagaskaru krowy. Dlaczego tak rzadko? Krokodyle nie gryzą pokarmu, tylko połykają go w całości, dlatego bardzo długo zajmuje im trawienie. A podczas spaceru otaczał nas piękny las tropikalny.

Nocna wędrówka.

Tego samego dnia czekał nas jeszcze spacer nocny przy granicy parku narodowego Andasibe. Tutaj poznałyśmy kolejnego przewodnika. Na Madagaskarze niemożliwe jest zwiedzanie rezerwatów i parków narodowych bez nich – zarówno ze względu na bezpieczeństwo turystów, jak i ochronę środowiska. Poza tym, bez przewodnika, zwykły człowiek nie byłby w stanie samodzielnie wypatrzeć wszystkich ciekawych zwierząt. Po zmroku rozpoczęliśmy naszą wędrówkę. Nie była ona wymagająca, ponieważ szliśmy wybetonowaną drogą, ale czułam się, jak po środku dżungli. Dźwięki lasu deszczowego są niesamowite, z każdej strony słychać żaby, cykady, świerszcze, a czasem nawet lemury. Nasz przewodnik był w stanie wypatrzeć zarówno małe żabki drzewne i kameleony, jak i lemury. Spacer nocny jest jedynym sposobem na zobaczenie lemurów, które prowadzą nocny tryb życia. Kojarzycie Morta? Jest właśnie jednym z nich. To najmniejszy lemur, jaki istnieje i wygląda, jak mała myszka z wielkimi oczami.

Park Narodowy Andasibe.

Następnego dnia rano obudziło nas nawoływanie lemurów. Nocowałyśmy pod samą ścianą lasu, także dokładnie słyszałyśmy wszystkie odgłosy życia nocnego. Niektóre gatunki lemurów tworzą rodziny, które żyją na jednym określonym terytorium. Codziennie o świcie wydają bardzo głośne i charakterystyczne dźwięki, aby się odnaleźć.


Z samego rana ruszyłyśmy na trzygodzinny spacer po terenie parku narodowego Andasibe. Wchodząc do lasu, pierwsze co się rzuca w oczy, to gęstość roślinności. Widać tylko kilka najbliższych metrów.

Tym razem naszym celem były największe lemury na świecie – Indri Indri. Aby je znaleźć, nasz przewodnik wydawał dźwięki bardzo zbliżone do tych lemurowych. Byłam pod ogromnym wrażeniem jego umiejętności. Jak się później okazało, umiał on naśladować odgłosy wszytkich żyjących tu lemurów. Udało nam się zobaczyć cztery gatunki dzienne oraz jeden nocny – dwa maluchy śpiące w cieniu gałęzi. Wszystkie lemury oglądałyśmy z dystansu. Tutaj nie są one aż tak oswojone. Teren parku jest bardzo duży i jest to prawdziwy las deszczowy, także podziwiałyśmy zwierzęta w ich naturalnym środowisku.

Po drodze spotkać można również inne ciekawe okazy. Kolorowe ptaki, małe węże, kameleony, gekony, żaby i kraby mieszkające na drzewach.

A na koniec zagadka. Gdzie jest gekon?

3 Replies to “W krainie lemurów! – Andasibe National Park”

  1. Cudownie widzieć Cię tak uśmiechniętą Maryś. Piękne zdjęcia, a wpisy czyta się z przyjemnością bo widać, że płyną prosto z serducha. Wiernie czytam i obserwuję wszystkie! I jeszcze spóźnione “Sto lat” Ci życzę. Spełniaj marzenia :*

    Pozdrawiam!
    J.

  2. Marysia nie ma rysia, ma lemura;) Jak dobrze, że w końcu i Ty jesteś na zdjęciach, bo przynajmniej wiem, że na pewno tam jesteś! a lemury widać, że się na Tobie poznały – DOBRA CZŁOWIEKA Z POLSKI PRZYTULIĆ TRZEBA! Pozdrawiam Ciebie i cały ten zwierzyniec, a gekona znalazłam, ole!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *