Wytarczy wyjechać do Afryki.

Tutaj nie potrzebne są żadne studia i doświadczenie. Wystarczy umieć mówić po angielsku… w sposób komunikatywny. Jestem tutaj traktowana jak przybysz z innej planety. Ludzie kłaniają mi się na ulicy, nauczyciele w szkołach patrzą jak zaczarowani na nasze lekcje i sami powtarzają za nami słówka, których uczymy dzieci.

Jak to wygląda na Madagaskarze?

Fundacja Ankizy Gasy ma pod swoją opieką kilka instytucji. Obecnie chodzimy na zajęcia do dwóch szkół, domu dziecka i świetlicy prowadzonej przez siostry zakonne. Uczymy dzieci angielskiego, bawimy się z nimi, a czasami mamy też lekcje języka z zakonnicami.  Dzieciaki są cudowne! Zawsze uśmiechnięte, pozytywne, zaciekawione i w większości grzeczne ;). Najmłodsze zazwyczaj nie rozumieją ani trochę co do nich mówimy, starsze zaczynają kojarzyć podstawowe zwroty i słówka. Na zajęciach przerabiamy z nimi kompletne podstawy – słówka, które da się pokazać lub narysować i zdania typu: “My name is…”. Bardzo ciężko wytłumaczyć takie pojęcia, jak: lubię, umiem, jestem, gdyż są bardzo abstrakcyjne.

Rozdajemy dzieciom za to dużo naklejek, kolorowanek, długopisów i zeszytów, które są przywożone przez wolontariuszy lub przysyłane przez sponsorów z Europy. Reakcje dzieci są piękne! Czasem nie wiedzą co zrobić z takim pudełkiem kredek. Czy dostają je tylko po to, żeby mogły obejrzeć, czy rzeczywiście są dla nich. Jeśli zerkają na naklejkę, którą dostał kolega z ławki, to tylko z ciekawości, a nie żeby porównać i narzekać, że on ma lepszą. Tutaj nawet zeszyt jest dla nich dużym prezentem, bo zazwyczaj piszą kredą po małych tabliczkach.

FJKM school

       

Jest to mała szkoła, do której mamy 5 minut na piechotę. Wchodzi się do niej przez małą bramę, za którą ukazują się dwa budynki. Z tego co wiem, zostały przerobione ze starego gospodarstwa, gdzie były trzymane zwierzęta hodowlane. Szkoła w środku pozostawia wiele do życzenia. Myślę, że każdy był kiedyś w polskim skansenie. Czasami są tam pokazane szkoły sprzed wielu, wielu lat. Stoją tam drewniane ławy z lekko pochylonym blatem i ławki, na których się siedzi. Tak samo wygląda to tutaj. Stoliki wyglądają jakby zaraz miały się rozpaść. Na ścianach nie ma zbyt wielu pomocy naukowych, wisi tylko tablica na kredę. Pod nią stoi wiadro z wodą, w której płucze się gąbki, bo nie ma tam bieżącej wody. Niestety brakuje też pomieszczeń, żeby pomieścić wszystkie klasy, dlatego niektóre sale są poprzedzielane parawanami albo kawałkami materiału.

Dzieci są poubierane w mundurki lub białe koszule. Tutaj edukacja jest przywilejem, na który nie każdy może sobie pozwolić – wszystkie szkoły są płatne. Z tego powodu wiek w klasach jest bardzo mieszany. Zdarza się, że w jednej klasie są dzieci z ośmioletnią różnicą wieku. Nie jest też dziwnym zjawiskiem, gdy dziecko nagle zrezygnuje z nauki albo ma kilkumiesięczną przerwę. Opłaty za szkołę uiszczane są co miesiąc i wynoszą w przeliczeniu na polską walutę ok. 15 zł. Dla nas ta kwota wydaje się śmieszna, jednak tutaj jest to naprawdę dużo.

To jak wyglądają lekcje?

Wszystko dzieje się tutaj na bieżąco i spontanicznie.  Raz nauczyciel się pomylił i zaprowadził nas do złej klasy. Wtedy trzeba improwizować. Byłyśmy też świadkiem zabawnej sytuacji, kiedy pan od matematyki zaganiał dla nas uczniów do klasy. Ci co powinni w niej być uciekali, a podkradali się ci, którzy nie powinni.

Bardzo często dzieciaki z innych klas przyglądają się naszym lekcjom przez okna. Wazaha, czyli biały człowiek jest dla nich bardzo ciekawym zjawiskiem ;). Lekcje w tej szkole trwają godzinę, ale zazwyczaj ostatnie dwadzieścia minut poświęcamy na kolorowanki, śpiewanie i inne atrakcje, które są dla dzieci czymś wyjątkowym.

College St. Joseph

Jest to szkoła prowadzona przez zakonnice. Aby tam dojść musimy przejść przez miasto, gdzie od rana toczy się życie. Do szkoły wchodzimy od tyłu, od strony budynku, w którym mieszkają siostry zakonne. Przechodzimy przez ogród, w którym rosną owoce i warzywa. Dalej jest szkoła. Ta jest zdecydowanie większa od FJKM. Mieści się tu oddzielny budynek dla przedszkolaków, jest plac zabaw, boisko i główny budynek szkoły, gdzie odbywają się zajęcia.

Podział wiekowy jest tu trochę lepszy. Klas jest więcej, po kilka z jednego przedziału  wiekowego. Mimo wszystko są to bardzo liczne klasy, nawet po 45 osób w jednej. Lekcje trwają tylko pół godziny, więc czas zlatuje szybko i przez to ogranicza nasze możliwości. Często zdarza się, że zajęcia są odwołane z powodu jakiegoś święta, a takich jest tu sporo. Zdarzyło się raz, że kiedy przyszłyśmy na lekcje, dobiegł nas tylko śpiew dzieciaków z sali przeznaczonej do uroczystości i apeli. Nikt nie zawracał sobie głowy tym, żeby nas poinformować…


Na terenie szkoły znajduje się też stołówka, gdzie dzieci dostają ciepły posiłek. A boisko można wykorzystać na wiele sposobów. Oto pracownicy szkoły suszący ryż:

Dom dziecka

Pomimo tych wszystkich smutnych historii, z którymi wiąże się to miejsce, jest ono absolutnie urzekające. Mieszkają tu zarówno kilkumiesięczne noworodki, jak i osiemnastoletnie dziewczyny. Niektóre z nich mają już swoje dzieci, lepiej nie mówić o tym, dlaczego… Część dzieci została znaleziona przy drodze lub na śmietniku. Takie przypadki są tu normalne. Rodzice porzucają dzieci, gdy wiedzą, że nie będzie ich stać na utrzymanie malucha. Jest to akt skrajnej desperacji, ale niestety takie są realia. Dzieci, które trafiły właśnie w to miejsce, mają jednak duże szczęście. Tutaj dostają szansę na lepsze życie, a ośrodek jest prowadzony przez kochających ludzi z pasją. Ponadto wszystkie mają swoich “sponsorów”. Można adoptować takie dziecko na odległość i co roku wpłacać ok. 140 euro na jego edukację. Umożliwia im to naukę w szkole, zapewnia jeden ciepły posiłek w ciągu dnia i wyprawkę na początku każdego semestru.


Nie prowadzimy tutaj lekcji, ale przychodzimy się pobawić z dziećmi. Ostatnim razem przyniosłyśmy rzeczy do robienia bransoletek z włóczki. Siedziałyśmy z dziećmi na ziemi i plotłyśmy. Maluchy potrzebują dużo uwagi i miłości, przy czym w ogóle się nie wstydzą i uwielbiają się przytulać. Wspinały się po mnie jak małpki, siadały na kolanach, a jak spacerowaliśmy po terenie ośrodka, nie chciały puszczać moich rąk. Sam dom dziecka położony jest na zboczu wzgórza, gdzie są uprawiane owoce i warzywa oraz hodowane zwierzęta. Dzieci zabrały nas na wycieczkę i były bardzo podekscytowane tym, że mogą nam to wszystko pokazać :).

Miłość od pierwszego wejrzenia

To miejsce zrobiło na mnie największe wrażenie. Zakochałam się w tych maluchach. Mimo wszystkich trudności w życiu, zachowały taką radość z życia, że aż trudno w to uwierzyć. Są takie otwarte i autentyczne, mają w sobie tyle energii i miłości, że dawanie im tego samego jest niesamowicie naturalne.

Kantyna

Jest to świetlica prowadzona przez zakonnice dla dzieci z najbiedniejszych rodzin. Dostają tutaj ciepły posiłek i mogą się pobawić. Przychodzimy do nich raz w tygodniu, żeby spędzić z nimi czas – malujemy, tańczymy, śpiewamy, dmuchamy balony.

Włączamy im muzykę, a one tak wymiatają, że trudno uwierzyć. Teraz rozumiem już, dlaczego biały człowiek nigdy nie zatańczy tak, jak ludzie w Afryce. Ten dryg i poczucie rytmu mają we krwi. Niesamowite jest to, jak można się dobrze bawić z dziećmi, z którymi nie da się porozumieć. Gadamy do siebie, każdy w innym języku, a mimo wszystko nie stanowi to przeszkody. Czasem uśmiech wyraża więcej, niż jakiekolwiek słowa.

5 Replies to “Jak zostać nauczycielem w wieku 19 lat? – wolontariat w Afryce”

  1. Hej jestem Weronika Gwarda mam 12 lat. My się nie znamy ale znają się nasze mamy. Właśnie przeczytałam twoją historię, która bardzo mi się spodobała i postanowiłam czytać twoje blogi nie wiedziałam że w Afryce dzieci uczą się w takich warunkach. Dlatego bardzo cieszę się że mogę uczyć się w Polskiej szkole z niecierpliwością czekam na twoje dalsze opowieści o pracy z dziećmi na Madagaskarze Pozdrawiam Weronika

    1. Cześć, bardzo się cieszę, że Ci się podoba. To prawda, w Polsce szkoły są luksusowe w porównaniu do tych tutaj. Trzymaj się ciepło! 🙂

  2. Fajny blog, dopiero na niego trafiłem, a też trochę podróżuję. Afryka jest niesamowita, trzymam kciuki za moc wrażeń i w wolnej chwili postaram się poczytać ☺

  3. Marysiu! Dostałam link do Twojego bloga od Eli. Niesamowite rzeczy piszesz, czytamy całą rodziną. Czekałam na wpis o szkole:) Powodzenia, trzymamy kciuki. Robisz kawał dobrej roboty dla tych dzieciaczków!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *